12 listopada 2009 ~ Komentarze: 2

Ibanez RU10, czyli tuner i metronom w jednym.

Jakiś czas temu rozpocząłem poszukiwania niewielkiego, podręcznego tunera jakim można podstroić gitarę elektryczną bez podłączania całego setupu. Najpierw myślałem o takim samym wynalazku jaki miałem lat temu dziesięć, czyli Boss TU-12, ale gdy robiłem poszukiwania zobaczyłem, że i tutaj, technologia i miniaturyzacja poszła do przodu. Prosty tuner wydaje się być dzisiaj czymś zbyt prostym, by oferować go nabywcy – w modzie są urządzenia „all in one”, czyli jak tuner, to jeszcze metronom, i automat perkusyjny i może coś jeszcze.

Po początkowym żachnięciu, dotarło do mnie – to może być jednak niegłupie! Po pierwsze: urządzenie nadal jest maleńkie i zasilane jedną 9 volt bateryjką. A metronom jest przecież niezbędnym urządzeniem – miał być kupiony jako kolejne urządzenie. Dlaczego nie spróbować „nowoczesnego”, wszystko mającego wynalazku? Sprawdziłem co ciekawego w tym zakresie oferują sklepy i wybrałem produkt ze średniej półki: Ibanez RU10.

Na różnych stronach internetowych, które opisują to urządzenie bezkrytycznie cytowany jest opis ze strony dystrybutora, np:

Główną, opisywaną przez producenta zaletą jest sporo ćwiczebnych rytmów perkusyjnych, przy których można poszaleć. Ustawiamy typ bębnów, rytm, przejścia, można więc tak naprawdę zbudować własny podkład. Sporo zabawy.

Przyznam, że ja nie znalazłem w swoim egzemplarzu możliwości ustawienia przejścia do konkretnych rytmów, ale – to szczegół.

Generalna funkcjonalność urządzenia podzielone jest na dwie części: tuner i metronom. Tuner posiada te wszystkie możliwości, które są potrzebne:

  • dobrze widoczną wskazówkę (wyświetlaną na ekranie),
  • trzy, jasno i wyraźnie świecące diody wskazujące stój zbyt niski – w sam raz – zbyt wysoki,
  • skalowanie dźwięku podstawowego 440Hz (w zakresie 435 do 445 co 1),
  • brzęczyk podający nam ten dźwięk podstawowy (dzięki wbudowanemu głośniczkowi) i
  • opcję Flat, której nawet nie próbowałem poznawać,
  • zakres od A0 (27,50Hz) do C8 (4,186Hz) co wydaje się być wystarczające do strojenia gitary i basu.

ibanez RU10Tuner jest w miarę szybki i charakteryzuje się pewną bezwładnością, co jest bardzo praktyczne, bo nie szaleje przy minimalnych zmianach naciągu struny – pracuje dzięki temu stabilniej. Dzięki wejściu AuxIn można podobno, cytuję za innymi, wpiąć tuner w pętlę efektową. Nie próbowałem tego, bo nie mam jeszcze pieca z pętlą efektową, a po za tym – wejście AuxIn ma formę „małego jacka” i nie ma AuxOut. Tuner ma też, rzecz jasna, mikrofon pozwalający stroić instrumenty akustyczne, oraz, wspomniany przeze mnie już głośniczek, dzięki czemu możemy słuchać dźwięków strojonej gitary.

Tyle o tunerze, teraz dwa słowa o metronomie. Chciałoby się napisać zaawansowanym, jednak nie było by to dobre określenie – wskazywało by na dobry, przemyślany i funkcjonalny produkt, a tak, niestety, nie jest. A przynajmniej nie do końca. Metronom będący drugą składową urządzenia Ibanez RU10 ma wszystkie te opcje które powinien mieć metronom:

  • głośniczek, pikający w zakresie regulowanym od 40 do 208 piknieć na minutę
  • podział metrum od 0 do 7 (ustalamy nim dzwonek na raz, dwa, trzy – i tak aż do siedmiu, dzięki czemu możemy ćwiczyć modne rytmy typu 7/8)
  • rytmy (bardzo fajna opcja, patrze obrazek niżej)
  • 20 patternów perkusyjnych
  • przycisk Mute, wyłączający głośnik (praktyczny dodatek w tym modelu).

Teoretycznie – jest świetnie. A praktycznie – jest zupełnie nieźle. Pomijając, że w przypadku rytmów perkusyjnych możemy tylko wybrać jeden z 20 przygotowanych patternów i nie widzę możliwości wybierania przejść czy długości fraz, sam pomysł jest świetny! Z rytmem nabijanym przez perkusję, nawet słabo brzmiącym, ćwiczy się inaczej niż z metronomem. Czasami lepiej, czasami gorzej – bo zbyt swobodnie, ale inaczej. A nie ma nic gorszego niż nuda i rutyna podczas ćwiczeń, prawda?

Jedna rzecz, która mnie naprawdę irytuje, to przyciski zmiany wartości – zwiększanie jest po lewej a zmniejszanie po prawej stronie. Zdecydowanie bardziej praktyczne byłoby odwrotne ułożenie (+ po prawej a – po lewej), a sam przycisk wolałbym podwójny (oddzielny dla każdej z funkcji) i bardziej wystający – czasami mi w niego trudno trafić.

Kolejny drobiazg, który troszkę psuje ogólne dobre wrażenie: brak zapamiętania ostatniego ustawienia. O ile w prostym urządzeniu, gdzie do wyboru jest tylko włączyć/wyłączyć, tutaj pamiętania ostatniego ustawienia było by przydatne. Otóż, zmiana tempa i wybór patternu trwa dłuższą chwilę – należy pracowicie przyciskać przyciski góra lub dół (+/-). Przycisk nie ma funkcji ciągłej zmiany, dlatego zmiana tempa o 35 bpm to 35 wciśnięć przycisku. Dlatego, czasami wygodniej jest wcisnąć przycisk Mute i wyciszyć urządzenie, zamiast wyłączyć go, a za chwilkę ustawiac ponownie.

Wszystkie te niedogodności załatwiło by:

  1. oddzielne, dedykowane przyciski ustawiania tempa
  2. zapamiętania ostatnich ustawień.

I na sam koniec dwa słowa o wbudowanym efekcie distortion. Świetnie, że coś takiego jest. Faktem jest, że brzmi to dokładnie tak jak wygląda – małe i plastikowe, ale spokojnie można ćwiczyć brzmieniem elektrycznej gitary. Rzadko z tego korzystam, gdyż urządzenie jest bardzo lekkie, a kabel gitarowy jaki posiadam (PlanetWaves) dosyć sztywny i łatwo mi przychodzi zrzucić tuner ze stołu, półki czy parapetu – ale sprawdzałem, da się na tym wydobyć odpowiednie dźwięki. Za to barwy czystej jako takiej uzyskać już nie potrafiłem (ale też nie próbowałem zbyt długo).

Podsumowując: pomysł, by połączyć tuner z metronomem uważam za bardzo trafny. Ru10, mimo napisu Ibanez sugerującego poważnego producenta jest Chińskim produktem i to czuć w ręku. Mimo to, wszystko co ma dla mnie znaczenie w tego typu urządzeniach działa poprawnie i śmiało mogę wystawić jako ocenę mocną czwórkę (w sześciostopniowej skali ocen). Do bardzo dobrego bardzo mu daleko. A szkoda.

2 komentarze do “Ibanez RU10, czyli tuner i metronom w jednym.”

  1. n 16 czerwca 2011 at 9:23 Permalink

    Witam

    Może jakieś porównanie do Boss TU-88 ;)

  2. Peter 22 czerwca 2011 at 10:56 Permalink

    Nie miałem okazji korzystać z TU-88. Wcześniej korzystałem z TU-12H (wtedy powszechnie uznawany za najlepszy tuner dla gitarzysty) i byłem bardzo zadowolony. Bardziej niż z tego RU10 Ibaneza. Do tego stopnia, że Ru10 poszedł do ludzi, a ja korzystam z tunera Amplitube lub POD Farm.


Dodaj komentarz