Godzina dziennie z Petruccim
Znów usłyszałem wypowiedź w stylu: Nie warto mieć sterty gitarowych szkółek jeśli z nich nie korzystamy. Warto wybrać którąś z nich i systematycznie przerabiać. Wcześniej widziałem podobne kwestie wypowiadane na filmach z którymś z gitarowych tuzów, a tym razem mówił to Marek Raduli na łamach Magazynu Gitarzysta; W obszernym wywiadzie powiedział tak:
Jeżeli mógłbym doradzić cokolwiek jakiemukolwiek gitarzyście, to powiedziałbym, żeby przerobił od początku do końca przynajmniej jedną szkołę gitarową.[...] Jeżeli chcemy grać jak Petrucci, należałoby przerobić jego „Rock Discipline” [...] Najczęstszym błędem popełnianym przez wszystkich uczących się instrumentalistów jest powtarzanie ćwiczeń, które już się opanowało, i doprowadzanie ich do jakiegoś zawrotnego tempa zamiast uczenia się nowych.
I nagle przypomniałem sobie, że od dobrych paru lat i ja mam na półce tą szkołę. I, podobnie jak setki innych – tylko liznąłem ją po wierzchu. Dodatkowym bodźcem była wypowiedź jednego z młodszych kolegów na Forum: Czy to naprawde pomaga i jakie były efekty w waszym przypadku, czyli naprzyklad czy poprawiliscie kostkowanie albo sprawnosc lewej reki.
Ach, to byłoby wspaniałe, gdyby od samego ściągania szkółek z internetu człowiek stawał się lepszym gitarzystą! Od patrzenia na filmy z kulturystami rosłaby muskulatura, od patrzenia na filmy z Brucem Lee rosłaby siła, szybkość i dynamika, a od patrzenia na Jennę Jammesson rósłby, ten, no. Jednak życie ma własne pomysły na siebie i jest full of zasadzkas – od ściągania filmów z sieci nic nie rośnie, prócz miesięcy do odsiadki po wyroku RIAA :-/
I wracając do rzeczy: od dwóch tygodni staram się poświęcać godzinę dzienne na przerabianie materiału ze szkoły Petrucciego Rock Discipilne. Nie jest łatwo – pomijam trudność w wygospodarowaniu dodatkowej godziny dzienne na swoje hobby – miłe i łatwe są tylko początki. A tuż za pierwszym rogiem, choćby przy przykładzie nr 9 – poległem. Jednak nie poddaję się i systematycznie próbuję; Trudność tutaj polega na zagraniu bardzo prostego, chromatycznego przebiegu w bardzo szybkim tempie. Dodatkową trudnością jest wymóg mocnego akcentowania każdej pierwszej nuty z grupy czterech. John zaleca ćwiczyć to aż do osiągnięcia zupełnej biegłości, przez co rozumie czyste i pewne zagranie tej zagrywki w tempie 200 bpm.
Moje pierwsze próby czystego grania z wyraźnym akcentowaniem skończyły się na 140 bpm – szybciej zagrać nie byłem w stanie. Jednak, stosując metodę jaką Petrucci omawia właśnie na tym przykładzie, w ciągu tygodnia (przyznam: nie systematycznych) ćwiczeń udało mi się dojść do tempa 160bpm. Prz tej prędkości nie potrafię jeszcze wyraźnie akcentować pierwszej nutki z każdej czwórki, ale przy 150 bpm wychodzi mi to bez problemu. Progress jest widoczny i bardzo mnie cieszy, choć zupełnie czego innego się spodziewałem zasiadając do Rock Discipline.
Na czym polega metoda o jakiej mówi John? Proponuje on wyuczyć się dokładnie zagrywki czy przebiegu w spokojnym tempie, a potem, grając stale z metronomem, stopniowo przyspieszać. Całe clou tej metody polega na tym, by grając dojść do tempa gdy nie możemy zagrać już szybciej i wtedy przestawić metronom o kolejnych kilka (5-10) bpm do przodu. Zagrać czysto w takim tempie nie potrafimy, ale należy zmusić się do próby takiego zagrania. Po kilku takich (nieudanych) próbach należy przestawić metronom do tyłu do tempa jakie było dla nas maksymalne jeszcze chwilę temu; I okazuje się nagle, że to nie jest aż tak szybko jak wydawało się wcześniej i teraz możemy to zagrać dużo swobodniej!
Jeśli macie ochotę sami spróbować, przygotowałem ten przykład 9 w GuitarPro – zaznaczam odpowiedni fragment, włączam odgrywanie w pętli i wybieram trener szybkości.
Do końca Rock Discipline zostało mi jeszcze mnóstwo materiału, by jednak nie wpadać w pułapkę o jakiej mówi Marek Raduli (praca nad tym, co już znamy zamiast nad nowymi rzeczami), co drugi lub trzeci dzień nieśmiało sięgam po kolejne ćwiczenia. I tak to leci; Raz do przodu, a potem kilka dni na opanowanie materiału. Mam ambitny plan wytrwać do samego końca. Mojego lub jej.


To jest tab od nowego GP? TuxGuitar i GP5 odmawiają posłuszeństwa…
Dobra notka, wielki plus za ostatnie zdanie :)
Tak, to jest plik z GP6 – tak się zdarzyło, że musiałem zainwestować w oryginalny soft (wszystko, co mam na komputerze), więc naturalną koleją rzeczy jest stała aktualizacja…
Specjalnie dla Ciebie dodałem obrazeczek z tabulaturą.
Ha ! moje ulubione ćwiczenie z tej szkoły ! :)
Adam, bo to ćwiczonko potrafi być hipnotyzujące – a po Twoich filmach z Frippem sądzę, że masz do tego skłonności ;-)
Jak rozkminiacie te ćwiczenia? Z tabów? Bo cholera, on pokazuje je tak szybko… :D
John pokazuje najpierw wszystko bardzo, bardzo powoli. A do tego, zamawiając szkołę dostajesz wszystkie kwity (nuty i tabulatura), więc nie ma problemu.
Wszystko fajnie tylko to ćwiczenie jest trochę bezsensowne.
Sam się go uczyłem jakieś 5 lat temu, później przerzuciłem się na kilku innych gitarzystów. Jednak wracając do pointy mojej wypowiedzi – grając na gitarze, przy szybkich sekwencjach zwykle używa się grup trójek (lub piątek) na każdą strunę. To jest zresztą jedno z założeń kostkowania alternatywnego, żeby starać się być na ‘zewnątrz’ strun.
Więc kostkujemy trzy dźwięki na strunie E zaczynając w dół, później 3 dźwięki na A od góry. I tak sobie jedziemy po wszystkich strunach. Po pierwsze – wbija nam to do głowy zasadę kostkowania alternatywnego góra/dół przy zmianie struny, po drugie pozwala o wiele łatwiej wykorzystywać skale – ponieważ te też na złość się wydaje, są lepiej przystosowane do grania 3 dźwięków na strunie.
To ćwiczenie Petrucciego jest fajną rzeczą do użycia raz podczas całego koncertu czy płyty np. Później staje się repetetywne, dlatego polecam poszukać innych filmów instruktażowych, pokazujących bardziej melodyjny shred :D
Pozdrawiam.
O ile przebiegi „po skali” zdarza mi się (zbyt często) stosować w improwizacjach, to zagrywek takiej jak ta z przykładu 9 nie wyobrażam sobie zastosować jako fragment. Choć pewnie wszystko zależy od tempa w jakim to zagram – w ultra szybkim tempie nawet zagranie „bele co i repetyszyn” wydaje się atrakcyjne ;-)
Tymczasem zatrzymałem się na 165 bpm i po prostu nie chce mi się ćwiczyć tego szybciej. Pewnie dlatego, że mi nie wychodzi.
Z „Rock Discipline” robiłem sporo ćwiczeń, najwięcej czasu poświęciłem na pierwsze ćwiczenie, ćwiczenie legato i kostkowania. Jeśli chodzi o biegłość lewej ręki to ćwiczenia Johna Petrucci na legato szczerze polecam. Robię je od dawna równolegle z innymi ćwiczeniami legato i rozwinąłem tą technikę dość dobrze. Jeśli chodzi o kostkowanie to nie potrafię się go nauczyć z tej szkółki. Lepsze wyniki miałem jak robiłem ćwiczenia Micheala Angelo (można mieć o jego grze różne zdanie ale uważam że świetnie tłumaczy technikę). Pamiętajmy że Petrucci jest muzykiem który przez wiele lat ćwiczył wiele godzin dziennie i nie są to rzeczy które ćwicząc po godzinie codziennie dopracujemy w takim stopniu jak on to gra. Podejrzewam że jeśli bym ćwiczył dużo więcej to ćwiczenia na kostkowanie dałyby oczekiwany rezultat. Petrucci powiedział kiedyś że kiedy był w Berklee on i John Myung byli jedynymi osobami wśród znajomych które miały zasadę żeby pilnować się żeby codziennie ćwiczyć co najmniej 6h. Trzeba się z tym liczyć. Polecam jeszcze wydawnictwo „Wild Stringdom”. Tam jest rozdział „Time menagement” w którym Petrucci tłumaczy w jaki sposób rozplanować ćwiczenia uwzględniając to że niektórzy ćwiczą 8h a niektórzy godzinę dziennie.
Ostatnio przychylam się do zdania tych, co mówią, że każdy ma swój wewnętrzny „beat” – jednym granie szybko przychodzi łatwiej niż innym, bo jest bardziej naturalne. Zauważam też niestety, że jeśli chodzi o technikę, to im człowiek młodszy, tym łatwiej wszytko przychodzi; Teraz spędzam mnóstwo czasu nad prostymi wydawałoby się rzeczami. Niby się skupiam na tym, co mam wyćwiczyć czy się nauczyć, ale gdzieś tam w głowie siedzi tabun myśli o brutalnej rzeczywistości – za małolata tego nie miałem.
Masz rację – M. Angelo świetnie tłumaczy i fajnie opowiada. Wygląda zabawnie i można go lekceważyć (bo taki mały i śmieszny), ale gdy się popróbuje zagrać jego patenty to od razu mina rzędnie :-) Polubiłem gościa od czasu gdy oglądam i słucham jego lekcji w iGuitar Magazine (kto jeszcze nie zna – koniecznie musi zobaczyć).